Sobota, 13 czerwca
18°C Jelenia Góra

<B>Dawid Jackiewicz: Musi zniknąć „gorsza” Polska</b>

Audio

Czytaj na głos

Autor: TS 4 min czytania

Rozmowa z byłym wiceministrem skarbu, posłem Prawa i Sprawiedliwości, szefem dolnośląskiego PiS–u, kandydatem do Europarlamentu o sprawach dla Polski i regionu najważniejszych.

Wiktor Marconi: - Co pan dziś robi w Jeleniej Górze?

Dawid Jackiewicz: - Ja tu bywam tak często, że de facto jestem u siebie. Mam domek w gminie Podgórzyn i czuję się pełnoprawnym mieszkańcem powiatu jeleniogórskiego. A dzisiaj? Zamierzam kandydować do Europarlamentu, mając zaszczyt reprezentować Prawo i Sprawiedliwość. Skoro tak, to jako odpowiedzialny polityk, poważnie traktujący swoją profesję, chciałbym tam pójść nie tylko ze znajomością spraw, którymi zajmuję się w Sejmie, ale także z dobrym rozeznaniem problemów mieszkańców regionu (dolnośląsko-opolskiego-przyp. red.), z którego mam kandydować.

W.M.: - No to może o tych problemach. Ich skala w dużych, mniejszych i małych ośrodkach jest bardzo różna. Podczas gdy metropolie rozkwitają, mniejsze miejscowości podupadają coraz bardziej. Dlaczego i co pan na to?

D.J.: - To efekt wizji Platformy Obywatelskiej, opisanej w dokumentach rządowych przez Michała Boniego, a promującej i stwarzającej szanse rozwoju największym ośrodkom, kosztem mniejszych. Mówiąc w skrócie: ta koncepcja zakłada, że metropolie mają być motorem napędowym rozwoju całego kraju. Czyli rząd Platformy Obywatelskiej zakłada, że rozwój np. Wrocławia, spowoduje również rozkwit regionu. Naszym zdaniem, mówię w imieniu mojej organizacji, to przesłanka z gruntu błędna, z którą się absolutnie nie zgadzamy. Już u podstaw tej filozofii tkwi bardzo poważny błąd. Obserwujemy bowiem raczej przeciwne tendencje. Rozwój Wrocławia, wspierany środkami unijnymi i państwowymi powoduje, że sąsiadujące ośrodki ubożeją i popadają w coraz większe problemy finansowe. To jest nieuczciwe. Dlatego my mówimy o potrzebie solidarnego, równomiernego rozwoju kraju, bo nie ma lepszych i gorszych Polaków. Nie ma Polski A i Polski B. Daliśmy temu wyraz w czasie rządu Prawa i Sprawiedliwości. W latach 2005-2007 ustanowiliśmy specjalne programy finansowe, mające uzdrowić zapaści cywilizacyjne poszczególnych regionów Polski. Te dysproporcje, poprzez m.in. racjonalny podział pieniędzy, trzeba wyrównać.

W.M.: - Odkąd weszliśmy do Unii Europejskiej (1 maja 2004 r.), mniejsze ośrodki wyludniają się. Na przykład w Jeleniej Górze ubyło w ostatniej dekadzie kilkanaście tysięcy mieszkańców. Co pana zdaniem, mimo ogromnych nakładów środków unijnych, poszło nie tak?

D.J.: - Według niektórych ekspertów migracja ludności do większych ośrodków, nie tylko w Polsce ale i na świecie, jest rzeczą naturalną i da się naukowo uzasadnić. Ja dostrzegam w tych „ucieczkach” konkretne błędy u podstaw tych procesów. Po prostu mniejsze ośrodki mają coraz mniej do zaoferowania. Dotyczy to najważniejszych dziedzin: oświaty, rynku pracy, komunikacji, dostępu do usług zdrowotnych, urzędów, itp. To czasami bierze się ze słabości władz samorządowych, które nie mają dostatecznej determinacji w tworzeniu wizji rozwoju. Także z nierównego podziału pieniędzy unijnych i państwowych. Ale również z powodów politycznych, gdzie niektóre programy są zarzucane właśnie z tej przyczyny, bo na przykład pani prezydent Gronkiewicz-Waltz musi wygrać wybory. Co my na to? Po prostu nie zgadzamy się z taką wizją zwijania się państwa. Nie może być tak, że finansuje się pięć czy sześć największych aglomeracji kosztem pozostałych ośrodków, gdzie mieszka kilkadziesiąt procent Polaków. Kolejna sprawa, to uznaniowość w rozdziale tych pieniędzy. Posłużę się przykładem dolnośląskim. Kilka dni temu powstało porozumienie od prawa do lewa, które stworzyło zarząd województwa. Nie ma wspólnego mianownika tych organizacji: ani program, ani światopogląd, ani dokonania, ani obyczaje i kultura tych środowisk nie dają impulsu, żeby usiąść do stołu i rozmawiać. Tym impulsem, jak się okazuje, była chęć partycypacji w podziale środków budżetu województwa i środków unijnych. Czyli powstał „kartel”, który będzie dzielił pieniądze według własnego uznania, a nie według obiektywnych kryteriów. To jest rzecz przerażająca, patologia.

W.M.: - Większość komentatorów mówi, że w Prawie i Sprawiedliwości jesteście, za przeproszeniem, nienormalni, bo agresję na Krym traktujecie jako dowód, że Putin zestrzelił samolot w 2010 roku…

D.J.: - To osobny temat na wielogodzinną dyskusję. Powiem tyle, że nigdy z ust naszych polityków z kierownictwa partii nie padła taka teza. Natomiast posługujemy się argumentem, że to, co wydarzyło się na Krymie, m.in. inwazja przebierańców z armii rosyjskiej to dowód, że polityka premiera Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego w kwestii rosyjskiej legła w gruzach. Przekonanie (i próba wpajania polskiemu społeczeństwu), że Putin jest człowiekiem cywilizowanym, miłującym pokój i szanującym swobody obywatelskie jest mrzonką i intelektualną porażką. Każdy rozsądnie myślący człowiek wie, że Rosji w takich kategoriach postrzegać nie można. Lech Kaczyński w 2008 roku powiedział: „Dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, następnie kraje nadbałtyckie, a potem może przyjdzie czas i na moją ojczyznę”. Miał rację. Co z tego wynika? To, że musimy budować silne sojusze w ramach NATO, zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi.

W.M.: - Tylko, że Francja i Niemcy zachowują się teraz jak dzieci, bo Putin na nich nakrzyczał. Jaka jest gwarancja, że w razie naszego zagrożenia te państwa w ramach NATO nie zachowają się tak samo?

D.J.: - Jest takie powiedzenie, jeśli umiesz liczyć, licz na siebie. Ale mamy przecież świadomość, jakimi środkami dysponujemy. Dlatego jeśli nawet mamy zastrzeżenia do solidarności europejskiej, to w tych sojuszach musimy być, przede wszystkim ze względu na Stany Zjednoczone. Musimy też walczyć w Unii Europejskiej o silny głos. Żeby nikt nie dogadywał się ponad nami z Rosją. W Europarlamencie potrzebni są zdecydowani politycy, którzy będą domagali się respektowania polskich interesów. Nie idziemy tam po to, żeby klepać się po plecach, nie musimy być lubiani, ale musimy być skuteczni. W sprawie naszego bezpieczeństwa energetycznego przede wszystkim. Mówiąc kolokwialnie, znam się na tym, i to jeden z głównych powodów, dla których chcę pracować w Europarlamencie. Niezależność energetyczna Polski musi być jednym z głównych priorytetów, bo uniezależni nas od Rosji m.in. gospodarczo. A jak jest? Gdzie Gazociąg Bałtycki, który miał nas połączyć z Danią? Dlaczego nie zbudowano elektrowni w Opolu, Ostrołęce? Dlaczego budowa gazoportu jest o rok opóźniona? I w końcu, dlaczego rząd uzależnił nas od rosyjskiego gazu przez następnych kilka lat, podczas gdy leży u nas odłogiem gaz łupkowy? Wniosek nasuwa się sam. Rządzący z PO to chłopcy zdolni jedynie do robienia babek z piasku. Do rządzenia Polską się nie nadają.

W.M.: - Dziękuję za rozmowę.

Skomentuj

Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.

Nie ma jeszcze komentarzy.

TikTokowa Jelonka