Przeczytałem ostatnio kilka tekstów na temat hippisowskiej popkultury. Chyba nadszedł czas abym napisał prozą na czym polega poezja tamtych czasów. Poukładam więc różne
fakty w odpowiednich akapitach i napiszę kilka zdań których treść będzie dla wielu zaskakująca.
Na początku XX wieku nastąpiło w Ameryce pomieszanie melodii i rytmów wywodzących się z różnych kontynentów i kultur. Rozwój techniki dodał do tego gitarę elektryczną i wzmacniacze. Pozwoliły to organizować koncerty w szczerym polu. Jest to fundament zjawiska zawartego w słowie Hippisi. Powstała nowa popkultury którą ci ludzie stworzyli. Nowa muzyka pozwoliła po prostu na to aby nowa poezja, proza (spontaniczna) i estetyka wypłynęły z zakamarków duszy powojennego pokolenia. Wbrew pozorom, trudno jest przejść przez drzwi oddzielające nas od świata nowych akordów, słów i obrazów. Kluczem były psychodeliki takie jak LSD. Ważną rolę odegrała też marihuana która jest „uspokajaczem” -pozwalającym wrócić do równowagi gdy emocje poszybują zbyt wysoko.
Najlepszy(literacki) opis działania tych substancji zawarty jest w książkach „The Doors of Perception” (Aldous Huxley) oraz „Turn On Tune InDrop Out” i „The Psychedelic Experience” (Timothy Leary).
Drugim filarem jest literacki dorobek Bitników. Tu wystarczy przypomnieć trzy książki. Powieść; „On the road” (Jack Kerouac).Wyznaczone w niej zostało miejsce akcji (w drodze do nieznanego celu) oraz język (proza spontaniczna) w którym się Bitnicy czyli Hippisi w stanie embrionalnym porozumiewali. Dodatkową lekturą obowiązkową jest powieść „One flow over the cuckoo's nest”(Ken Kesey). - Autor szuka w niej bowiem odpowiedzi na pytanie; Jak być wolny w świecie pełnym dobrowolnych niewolników?
Następnym filarem jest amerykańska gospodarka która rozkwitła w powojennym okresie tak bardzo, że wszystko stało się tanie. Dzięki temu, praktycznie każdy miał samochód w którym
było radio z którego płynęła muzyka powstała pod wpływem LSD i działająca na młodych jak LSD.
Prawie każdy kandydat na Hippisa marzył więc o tym aby pojechać z przyjaciółmi na wielki koncert. Najlepiej w miejscu oddalonym od domu nie mniej niż 200 mil. W trakcie takich koncertów „wszyscy” mówili, że w następną sobotę (200 mil dalej) jest jeszcze lepszy koncert.
Po kilku tygodniach, gdy byli już tysiąc lub dwa tysiące mil od domu; Ojciec krzyczał przez telefon; Wracaj!!! i nie chciał wysłać kieszonkowego, a Mama mówił; Uważaj na siebie i dodawała, że jutro wyślę pieniądze. A gdy pieniądze na czas nie dotarły to można było pracować gdzieś
przez kilka tygodni aby zarobić na następne kilka miesięcy bycia w drodze. Najbardziej popularnymi miejscami na takie postoje były farmy. W dzień była praca w polu, wieczorami ognisko, gitara i śpiew oraz tańczenie w rytmie płynącej z radia muzyki.
Tak powstawały pierwsze hippisowskie komuny. Trochę inne były komuny miejskie. Za pierwszą taką komunę uznawana jest La Honda w Kalifornii. Była to posiadłość Kena Kenseya. Jej rezydenci mówili o sobie Merry Pranksters i do legendy przeszła ich podróż szkolnym autobusem do Nowego Jorku. Na spotkanie z Timothy Leary.
Najsławniejszą miejską komuną była oczywiście dzielnica Hight-Ashbury w SanFrancisco. Magnesem były sale koncertowe; The Fillmore West i TheFillmore East, w których występowały najsławniejsze zespoły muzyczne. Przy tej okazji powstały tam plakaty których ważną częścią było hippisowskie liternictwo.
OHight-Ashbury napisano wiele fascynujących książek. Lekturą obowiązkową jest „Slowching Towards Bethlehem” (Joan Didion).W Los Angelos czymś w rodzaju miejskiej komuny był
kanion Laurel. Podobną rolę pełnił nowojorski Chelsea Hotel. To były miejsca w których mieszkała plejada sławnych muzyków. Czytając o tym co się tam działo dowiedziałem się, że artyści nie zawsze muszą zajadle między sobą konkurować. Oni się tam dzielili muzyką i tekstami piosenek.
Wielką rolę odegrały również; The Factory w Nowym Jorku i Drop City wTrinidad. Factory to był pofabryczny budynek w którym znajdowała się pracownia Andy Warhola, a w Drop City dominowała grupa młodych grafików i malarzy.
Historię najważniejszych komun opisał Richard Fairfield w książce „TheModern Utopian”.
Najciekawszymi najważniejszym dorobkiem pokolenia hippisów jest jednak poezja sensu stricto czyli niezliczona ilość wspaniałych tekstów piosenek – wierszy z najwyższej półki. Warto też sięgnąć po wiele napisanych prozą spontaniczną książek. Wyliczać nie będę. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie napisał, że o takich autorach jak Hunter S. Thompson oraz Tom Wolfe warto pamiętać nawet wtedy gdy się śpi.
Kończąc ten wątek napiszę; Viva Internet!. Łatwo jest bowiem znaleźć linki do hippisowskich czasopism: „Rolling Stone”, „Oracle” ,„Evergreen Review”, itp. Jest w nich wiele wspaniałych tekstów. Podpisanych zapomnianymi nazwiskami.
Ciekawym akcentem hippisowskiego świata był rodzący się wtedy ekologizm. Na przykład Greenpeace - którego nie należy mylić ze współczesnym Greepic. Książką założycielską hippisowskiego ekologizmu była książka „Silentspring” (Rachel Carson). Autorka opisała w niej pełną zieleni miejscowość w której nie śpiewały ptaki. Z ptasiego punktu widzenie był to pustynia „osuszony” z owadów przez DDT. Do lektur obowiązkowych w zakresie tej tematyki zaliczam również ;„Counterculture Green” (Andrew G. Kirk) i „Greenpeace” (RexWeyler). Dowiadujemy się z nich, że hippisowska dbałość
o środowisko skierowana była przeciw truciznom którymi jesteśmy karmieni, a nie przeciw sztucznie wyolbrzymionym problemom.
Innym ważnym aspektem zbiorowej świadomości powojennego pokolenia był pacyfizm. Hippisi to wnukowie pokolenia pierwszej wojny światowej i dzieci pokolenia tej drugiej. Z obu tych rytualnych rzeźni, do Ameryki nie wróciły setki tysięcy żołnierzy którzy byli często fizycznie i psychicznie pokaleczeni. Nic więc dziwnego w tym, że Hippisi nie chcieli być żołnierzami.
Jednym z hippisowskich hymnów jest śpiewana przez Country Joe piosenka:
… to jest 1 2 3
O co walczymy?
Mnie nie pytaj. Mam to gdzieś.
Następny przystanek to Wietnam …
Wyjaśniam:1 2 3 to pierwsza wojna światowa, druga wojna światowa i ... i ta trzecia.
Drugą stroną medalu jest sławny hippisowski pacyfizm lokalny. W trakcie koncertów których słuchały wielotysięczne tłumy praktycznie niebyło bójek i awantur. Mało się o tym mówi i pisze
ale w każdym wielotysięcznym tłumie były również tysiące rewolwerów i nie było wiadomo jaki był by ostateczny wynik ewentualnej bójki grupy dużych i silnych z samotnym chuderlakiem.
Gdy ktoś komuś nadepnął na odcisk to lepiej było się uśmiechnąć i powiedzieć; No problem.
Wielu z tych którzy wyruszyli w drogę aby poznać świat potraktowało słowo świat dosłownie. Powstała też organizacja Peace Corpsktóra skupiała tych którzy gotowi byli wyjechać w ŚWIAT aby ŚWIAT poznać i bezpośrednio pomagać innym.
Z tym łączy się religijny sposób w jaki hippisi myśleli o religiach. Łatwo zrozumieć, że po okresie w którym zabijano wszystko co się rusza w głowach Hippisów kłębił się kryzys wiary w Boga. Oparty na pozornie prostym pytaniu: Boże jak mogłeś na to pozwolić!!! Równocześnie, patrząc na niebo posypane gwiazdami, młodzi ludzie czuli naturalną potrzebę wiary w COŚ nieskończenie większego i ważniejszego niż oni. Można więc śmiało napisać, że wiele hippisowskich piosenek
to ekumeniczne modlitwy. Najlepszym tego przykładem jest piosenka „MySweet Lord” (George Harrison) która łączy chrześcijaństwo i hinduizm.
Wkraczając w dorosłe życie, Hippisi wierzyli bowiem, że nie mają w sobie wystarczająco dużo wiary aby wierzyć, że wszystko co nas otacza jest dziełem przypadku. Pięknie napisał o tym
HunterS. Thompson: „... możesz usłyszeć uniwersalną symfonię w której Bóg śpiewa solo, a Duch Święty gra na perkusji.”.
W tym miejscu, doszedłem do punktu w którym napisać muszę o hippisowskiej rewolucji seksualnej. Jest to mocno przereklamowany wątek. Nie było żadnej rewolucyjnej seksualnej. Dziewczyny z wcześniejszych pokoleń też się puszczały tylko najpierw trzeba się było z nimi „nachodzić”.
To była rewolucja farmaceutyczne. Tabletki antykoncepcyjne i antybiotyki redukowały po prostu strach przed niechcianą ciążą lub chorobą weneryczną. Długotrwałe tego skutki są takie jakie są.
Do dziś mało kto mówi osobnikom płci żeńskiej, że tabletki antykoncepcyjne powodują nadmierne zatrzymywanie wody w organizmie co powoduje szybkie przybieranie na wadze. Co gorsze, długotrwałe branie tych tabletek redukuje możliwość zajścia w chcianą ciąże.
Mato też inne poważne (psychologiczne) skutki. Mężczyźni są genetycznie zaprogramowane tak aby włożyć, wyjąć i iść do następnej. Kobiety, rozdając szczytowanie na lewo i prawo, odbierają mężczyznom szansę na to aby nauczyli się być z nimi. Również wtedy gdy nic ciekawego się nie dzieje.
Nie mówi się również o tym, że dbanie o swój indywidualny rozwój jest tysiąc razy nudniejsze od wspólnego dbanie o rozwój dzieci, które się wspólnie zrobiło.
Wchodząc na ostatnią krzywą. Nigdy nie jest tak, że wszyscy młodzi ludzie mają kwiaty we włosach. W każdym pokoleniu są również Czerwone Pieluszki czyli tacy którym oczy świecą
się jak latarnie morskie gdy tylko wywęszą szansę na to aby dorwać się do władzy i pieniędzy.
Czerwone Pieluszki pisały więc płomienne manifesty i książki oraz wygłaszały płomienne przemówienia. Tak interpretując fakty aby były zgodne z ich (najczęściej trockistowską) ideologią. Przyznać jednak trzeba, że często byli szczerzy i pisali otwartym tekstem lub między wierszami, o tym co chcą zrobić.
Ohwell. Zaryzykuję śmierć lub kalectwo z ręki Antify i napiszę, że(wbrew publicystycznej neo-prawdzie)Hippisi nie byli zainteresowani robieniem lewicowej rewolucji.
Lektury obowiązkowe: „Do it!"" (Jerry Rubin), „Steal ThisBook” (Abbie Hoffman), „Radical Son”(David Horowitz” oraz zbiór tekstów napisanych przez różnych ludzi; „Red Diapers” (zebrane przez Judy Kaplan i Linn Shapiro).
Wszystko co dobre lub złe musi się kiedyś skończyć. Symbolicznym końcem hippisowskiej drogi w nieznane była droga powrotna z Woodstock. Łatwo to na własne oczy zobaczyć gdyż
jest bardzo dużo zdjęć pokazujących jak w drogę powrotną maszeruje nieprzebrany tłum różnokolorowych młodych ludzi. Aby to rozumieć i o tym pamiętać warto kliknąć na YouTube i posłuchać piosenki „Massachusetts” (Bee Gees):
Czuję, że wrócę do Massachusetts
Coś mówi mi, że muszę wracać do domu
Zgasły światła w Massachusetts
W dniu gdy zostawiłem ją samą
Chciałem złapać auto-stop do San Francisco
Aby robić to ci chciałem …
Co Hippisi robili po powrocie? Część wróciła na swoje rodzinne farmy - wielopokoleniowe komuny. Do tego dodać trzeba dość dużą grupę tych którzy po tym co przeżyli pod gołym niebem nie chcieli już być korporacyjnymi parobkami i chcieli awansować na rolnika lub stolarza. A ci którzy wrócili do pracy w dużych miastach lub na uniwersytety?- Polecam książki „From Counterculture to Cyberculture” (FredTurner) oraz „How the Hippies Saved Physics” (David Kaiser).
Świat był by lepszy gdyby młodzi i wykształceni z wielkich miast potrafili wyruszać na jakiś dłuższy czas w świat. Na przykład do Kadzidła na Kurpiowszczyźnie. A ci którzy zechcą wyjechać za granicę nie powinni jechać do allinclusive. Dzięki temu, dzieci i wnuki naszych dzieci i wnuków miały by szansę nosić w sobie mniej nowoczesnych toksyn.
Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.