Czwartek, 2 kwietnia
Imieniny: Franciszka, Władysława
Czytających: 11351
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Wałbrzych: Europa „ratowała klimat", dziś Wałbrzych dostaje rachunek

Poniedziałek, 9 lutego 2026, 9:37
Aktualizacja: 11:41
Autor: Piotr Kolesiński vel Miodek
Wałbrzych: Europa „ratowała klimat", dziś Wałbrzych dostaje rachunek
Fot. użyczone
Poniżej tekst autorstwa wałbrzyszanina Piotra Kolesińskiego.

Gdy dwadzieścia lat temu w Brukseli, Berlinie ( także w Moskwie) i Strasburgu zapadały decyzje dotyczące klimatu, gazu i transformacji energetycznej Europy, nikt nie myślał o przyszłych rachunkach za energię dla mieszkańców wałbrzyskiego Podgórza czy Sobięcina.

A jednak to właśnie tam — w mieszkaniach, domach i kamienicach Wałbrzycha — dziś materializują się skutki decyzji sprzed kilkunastu lat: w postaci zagrzybionych, niedogrzanych mieszkań, wilgoci, kosztów życia rosnących ponad racjonalne ludzkie możliwości oraz coraz częstszych problemów zdrowotnych wśród dzieci i osób starszych a wynikających ze złych warunków bytowych.

Źródłowe decyzje o daninach wpływających dziś na ceny ogrzewania domów nie zapadły w Polsce. Kluczowe rozstrzygnięcia zapadły w 2008 r. na poziomie Unii Europejskiej, w Radzie UE, w trybie większości kwalifikowanej — bez prawa weta państw członkowskich.

Polska, jako kraj oparty na węglu, znalazła się w decyzyjnej mniejszości, a rola ówczesnych polskich europosłów sprowadzała się do negocjowania okresów przejściowych, czyli w domyśle aby "mniej bolało".

Dla mieszkańców Wałbrzycha była to wtedy decyzja abstrakcyjna. Lecz dla dzisiejszych rachunków — bardzo konkretna i wymierna.

Gaz jako „paliwo przejściowe" i europejska architektura energii

Kontekst sytuacyjny sprzed eskalacji wojny rosyjsko-ukraińskiej jest kluczowy. Przez lata Niemcy, Francja oraz kraje skandynawskie (Szwecja, Dania, Finlandia) należały do liderów unijnej polityki klimatycznej i wdrażania ETS. Nie był to jednak jednolity blok „czystej energii":
Francja opiera się na energetyce jądrowej,
Skandynawia na hydroenergetyce, atomie i OZE, Niemcy natomiast rezygnowały wtedy z atomu, jednocześnie zwiększając rolę gazu jako paliwa - jak wtedy je nazywano - "błękitnego ekopaliwa" przejściowego.

Wspólnym mianownikiem była teza, że gaz ziemny to bezpieczny pomost transformacji energetycznej.

W tym duchu projektowano europejską architekturę energetyczną pod tani gaz z Rosji, który miał płynąć Nord Stream bezpośrednio ( z pominięciem tranzytu przez Polskę ) do Niemiec i być dystrybuowany dalej — także do krajów takich jak Polska. W tym modelu Niemcy miały stać się gazowym hubem Europy, a Europa Środkowa — odbiorcą końcowym.

Polska w tym modelu była konsumentem rosyjskiego gazu ( ..i węgla, sic ! ) "dorzucając" się finansowo do marży gazowej naliczanej nam przez Niemcy - czyli jakże przedsiębiorczego w tym modelu - lidera Europy. Jednocześnie mieliśmy ponosić koszty ETS wciąż spalanego węgla , bo dlaczego by nie ?

W tym momencie skojarzenia z historycznym paktem rozbiorowym Polski Ribbentrop - Mołotow będą zupełnie przypadkowe...

Geopolityka, symbole i personalia

Ten kierunek energetycznej polityki miał w swoim czasie również bardzo konkretny wymiar personalny.
Były kanclerz Gerhard Schröder — krótko po zakończeniu urzędowania — objął kluczowe funkcje w strukturach związanych z rosyjskim sektorem energetycznym, stając się jednym z najbardziej czytelnych symboli strategicznego zbliżenia Berlina z Moskwą w obszarze energii.

Równolegle trwało intensywne ocieplanie wizerunku Rosji w przestrzeni publicznej całej UE
Rosyjski gigant eksportowy "Gazprom" był w 2012r. sponsorem Ligi Mistrzów i wielu europejskich rozgrywek sportowych. Współpraca biznesowa, medialna i wizerunkowa szła pełną parą, a ryzyko geopolityczne modelu opartego na rosyjskim gazie było świadomie marginalizowane.

„Wymień kopciucha na gaz" — pamiętamy to wszyscy.

Wszyscy pamiętamy okres sprzed pandemii.

To był czas, gdy Unia i lokalne samorządy masowo promowały domowe instalacje gazowe jako zamiennik „kopciuchów" — pilnie, z dopłatami, często na kredyt zaciągany przez mieszkańców.

Jak szybko po wybuchu wojny ( Ros.- Ukr. przyp. aut.) skończyły się promocje pieców gazowych, tak szybko ruszyła narracja medialna i programy na pompy ciepła tyle , że te oparte o energię elektryczną.

Dla wielu rodzin oznaczało to kolejną kosztowną zmianę — bez gwarancji stabilności rachunków.

Garść statystyk:

Skala emisji – dla proporcji, porządku i uczciwej skali:

Cała Europa odpowiada dziś za ok. 10% globalnych emisji CO₂.

Unia Europejska to ok. 6–7% emisji świata.

Dla porównania: Chiny ~30%, USA ~14–15%, Indie ~7–8%.

Polska emituje ok. 8–9% emisji CO₂ całej UE.

W skali globalnej emisja Polski to ok. 0,8–1% światowych emisji CO₂.

"Kto zyskał, kto zapłaci"

Efekt całego tego modelu transformacji energetycznej był prosty: kraje o silnej pozycji technologicznej, energetyce jądrowej lub dostępie do gazu budowały przewagę i rolę hubów. Kraje węglowe płacą "karny" ETS, a ryzyko uzależnienia od Rosji było ignorowane — aż do momentu, gdy wojna brutalnie obnażyła słabości systemu.

"Pytanie, którego nie da się dłużej omijać"

System opłat za emisję CO₂ był projektowany w zupełnie innych realiach geopolitycznych — przy założeniu stabilnych dostaw taniego gazu z Rosji i stopniowej transformacji ku OZE.

Wojna, sankcje i blokady importu radykalnie zmieniły warunki gospodarcze, których nie dało się w pełni przewidzieć w latach 2008–2012 ( pomimo wielu mocnych i niepokojących sygnałów, które nazywano wtedy....teoriami spiskowymi )

Dziś warto więc zadać uczciwe pytanie:

Czy system zaprojektowany pod tamten świat i tamte realia ma jakikolwiek sens w obecnym czasie?

I dalej — czy polskie rodziny, także te z Wałbrzycha, powinny każdego miesiąca ponosić ponadnormatywne koszty energii i ogrzewania w imię polityki, która dotyczy kraju odpowiadającego za mniej niż 1% globalnych emisji CO₂? W szczególności, że światowi liderzy przemysły z innych kontynentów nie stosują wobec swoich obywateli tego typu obciążeń w imię "zielonych rewolucji"!

To wszystko jest moim pytaniem o proporcje, sprawiedliwość i realną zdolność naszego społeczeństwa do udźwignięcia kosztów - jakże wątpliwych dziś - decyzji politycznych sprzed około 20 lat ! Bo jeśli o mnie chodzi to mówię grzecznie: Do kosza z tym !

Piotr Kolesiński vel Miodek

Twoja reakcja na artykuł?

50
64%
Cieszy
7
9%
Hahaha
2
3%
Nudzi
3
4%
Smuci
7
9%
Złości
9
12%
Przeraża

Czytaj również

Copyright © 2002-2026 Highlander's Group