• Niedziela, 18 sierpnia 2019
  • Godz. 15:14
  • Imieniny: Bronisławy, Heleny, Ilony, Karoliny
  • Czytających: 3151
  • Zalogowanych: 1
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Martwi mówią, czyli lektura z dreszczykiem

Wiadomości: Wałbrzych
Wtorek, 3 kwietnia 2012, 14:37
Aktualizacja: Poniedziałek, 21 maja 2012, 16:01
Autor: Alicja Śliwa
Fot. Wydawnictwo Znak
Nie jest to zdecydowanie książka dla ludzi o słabych nerwach. Nie polecam czytać przy jedzeniu, bo roi się w niej od gnijących zwłok, żerującego robactwa i szokujących zbrodni.
Ale za to „Trupia Farma” wciąga od pierwszych stron, mimo że skóra na karku cierpnie nieraz.

Wielbiciele powieści Patricii Cornwell czy seriali „Kości” lub „CSI: Kryminalne zagadki” będą zachwyceni publikacją Billa Bassa, pioniera w dziedzinie antropologii sądowej i Jona Jeffersona. Opisują oni dość szczegółowo i w przystępny sposób, jak ciała zmarłych umożliwiają rozwiązanie kryminalnych spraw. Zadziwia, jak wiele informacji można wyczytać z ludzkich kości.

Bill Bass zainicjował powstanie w 1981 roku słynnej Trupiej Farmy w Tennessee, czyli jedynego miejsca na świecie, gdzie możliwe było systematyczne obserwowanie procesu rozkładu ludzkich zwłok w laboratoryjnych warunkach. Dokonano tam m. in. prekursorskich odkryć z dziedziny entomologii, skatalogowano kształty śladów wszystkich rodzajów pił na ludzkich kościach, czy wykonywano badania nad topielcami. Jakkolwiek makabryczne i szokujące mogłyby się wydawać te doświadczenia, miały one jeden cel: „Umożliwić określenie z naukową pewnością czasu śmierci każdej ofiary morderstwa, bez względu na stan oraz okoliczności rozkładu ciała”.

Doktor Bass to typ szalonego naukowca. Dla nauki jest w stanie poświęcić domową kuchenkę i garnki (gotuje w nich ludzkie kości), narażając się na gniew ukochanej żony oraz kupno nowego sprzętu. Badacz, mimo że jest egocentrykiem, potrafi przyznać się do popełnionego błędu, nie uznaje się za nieomylnego. Praca jest wciąż dla niego pasją, każdą sprawę traktuje jak intrygującą łamigłówkę, która jest wyzwaniem. Poszczególne rozdziały książki poświęcone są odrębnym przypadkom, nad którymi pracował wraz ze swoim zespołem. Jego tok myślowy opisywany jest krok po kroku w sposób zrozumiały i dla laika, i dla znawcy tematu. Robi to ze swadą i tak obrazowo, że czujemy się jak uczestnicy procesu rozwiązywania zagadki, a do tego niemal odczuwamy odór gnijących czy spalonych ciał.

Książka przesiąknięta jest makabrycznym poczuciem humoru. ”Producentów zmiękczaczy (do tkanin) ucieszyłaby zapewne informacja, że ich wyroby nadają miękkość i przyjemny zapach nawet zmumifikowanej ludzkiej skórze”.
Publikacja zawiera również aneks, w którym oprócz tablic z opisem kości szkieletu oraz czaszki znajdziemy słowniczek terminów antropologicznych i sądowych, choć za dość dziwne uważam umieszczanie tam pojęć powszechnie znanych typu poczwarka czy topielec.

„Trupia Farma” jest zdecydowanie pozycją dla czytelników o silnych nerwach i szukających mocnych wrażeń. Są tam sceny, które mrożą krew w żyłach. Z jednej strony porażają opisy zbrodni i to jak bestialscy potrafią być ludzie, a z drugiej strony fascynuje rozwój nauki w dzisiejszych czasach i odkrycia badaczy. Dzięki tej książce powiedzenie „czuję to w kościach” zyskało dla mnie nowy wymiar.

Bill Bass, Jon Jefferson, Trupia Farma, Znak 2012

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group