Niedziela, 26 kwietnia
Imieniny: Marii, Marzeny
Czytających: 5230
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Wałbrzych: Miejsce tworzą ludzie. Wałbrzych kiedyś i dziś. Żonkilowa Kwesta.

Niedziela, 26 kwietnia 2026, 9:51
Aktualizacja: 11:23
Autor: Piotr Kolesiński vel Miodek
Wałbrzych: Miejsce tworzą ludzie. Wałbrzych kiedyś i dziś. Żonkilowa Kwesta.
Fot. Piotr Kolesiński vel Miodek
Piaskowa Góra, Wałbrzych. To samo miejsce. Dwa zupełnie różne obrazy.

Akt I: Retrospekcja

Piękne południe jak dziś, tyle że około 30 lat wstecz, wtedy jednak dzień wyglądał nieco inaczej.

Moja pierwsza praca w życiu.
Rozdawałem ulotki i jakieś promocyjne słodkości pod ówczesnym Realem (dzisiaj B1).

Człowiek młody, pełen energii i entuzjazmu z pierwszego zarobku.
Trochę stresu, trochę tremy, ale ponad wszystkim duma z samodzielnie zarobionego kieszonkowego, które zbierałem grosz do grosza, by kiedyś odwiedzić wymarzoną Sycylię. Tę z ulubionego do dziś „Ojca chrzestnego".

I nagle pojawia się „lokalna starsza młodzież", ubrana w modny ówcześnie dres marki „trzech pasków".
Oni z kolei trudnili się jakimś rodzajem gangsterki rodem z Młodych wilków - w grupie kilku starszych „bossów" oraz ich młodszych naśladowców, łącznie około 12 chłopaków.

Atmosfera mojej pierwszej pracy szybko zamieniła się w mało zabawną szkołę przetrwania.

Spod pazuchy pokazano mi pistolet, jak się później okazało dość prawdziwy, tyle, że gazowy... i padł w moją stronę konkret:
„Tygodniowy haracz 50 zł za to, że mogę dalej pracować pod marketem".

Tak wyglądała wtedy wałbrzyska rzeczywistość.

Za tydzień przyszli po pieniądze... i to był ich błąd.
Wyjechali w kajdankach.

Ten obraz - grupy, która chwilę wcześniej wydawała się silna, a potem leżała skuta kajdankami na ziemi, już bez tej całej „pewności siebie" - został mi w głowie do dziś.

Akt II: Teraźniejszość

To samo miejsce. Ten sam chodnik. To samo wejście do sklepu.

I zupełnie inny klimat.

Słońce, spokój i... dzieci.
Uśmiechnięte, otwarte, bez cienia strachu.

"Żonkilowa Kwesta" na lokalne hospicjum pod skrzydłami niezastąpionej Renaty Wierzbickiej.

Domowe ciasteczka — własnoręcznie wykonane i pieczone pod okiem rodziców do późnych godzin nocnych.

Zaangażowanie, które nie jest „na pokaz", tylko płynie z niewinnych serc, pełnych szczerej chęci pomocy i współpracy przy tworzeniu dobrych uczynków.

Obok dorośli, którzy pilnują, pomagają i ogarniają to, co jeszcze trudne dla młodszych.

Normalność. Dobro.

I powiem wprost — aż chce się to oglądać, wspierać, uczestniczyć.

Bo miejsce samo w sobie nic nie znaczy.
To ludzie robią różnicę.

Mogę to podsumować prosto:

Kiedyś ktoś, w tym właśnie miejscu, próbował mi odbierać owoce pracy siłą i przemocą.
Dzisiaj inni potrafią w tym samym miejscu dawać wsparcie z serca, tym bardziej potrzebującym.

I oby tak już zostało na zawsze.

Pozdrawiam serdecznie,

Piotr Kolesiński Vel Miodek

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2026 Highlander's Group