Czwartek, 4 czerwca
Imieniny: Franciszka, Karola
Czytających: 1855
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Ani Mru–Mru w Szczawnie–Zdroju

Wiadomości: Szczawno-Zdrój
Poniedziałek, 23 marca 2015, 17:36
Aktualizacja: Wtorek, 24 marca 2015, 7:19
Autor: Katarzyna Szwarc
Fot. Katarzyna Szwarc
Późnym sobotnim wieczorem na deskach Teatru Zdrojowego w Szczawnie–Zdroju wystąpił Kabaret Ani Mru–Mru. Grupa zaprezentowała swój przedostatni program pt. „Jak się nie da, a bardzo się chce... to można!”.

Kabaret Ani Mru-Mru pochodzi z Lublina, gdzie zadebiutował w 1999 roku. Tworzy go trójka kabareciarzy – Marcin Wójcik (pomysłodawca i założyciel), Michał Wójcik oraz Waldemar Wilkołek. Warto nadmienić, że Marcin i Michał nie są ze sobą spokrewnieni pomimo tego, że noszą to samo nazwisko. Popularne „Mruczki” na stałe zawitały na krajowej scenie kabaretowej, a tak znane i lubiane skecze jak „Tofik”, „Chińska Restauracja”, „Król i Wieśniak”, „Porodówka” czy „Supermarket” wpisały się w kanon polskiego kabaretu. Ponadto grupa ma na swoim koncie wiele nagród, m.in. została kilkukrotnie nagradzana na słynnym przeglądzie PaKA, a w 2007 roku zdobyli również TeleKamerę w kategorii „Kabaret”.

W sobotni wieczór sala Teatru Zdrojowego wręcz pękała w szwach i konieczne było dostawianie dodatkowych krzeseł. Bilety zostały całkowicie wyprzedane, co jest swoistym ewenementem, jeśli chodzi o organizację imprez w naszym regionie. Spektakl rozpoczęto od stand-upu Marcina Wójcika, który poruszył tak ważne kwestie, jak niemożność kupna pustej butelki po alkoholu w Szczawnie-Zdroju, czy też problemy małżeńskie kolegi z zespołu – Waldemara.

Program „Jak się nie da, a bardzo się chce... to można!” jest wręcz naładowany celnymi pointami i życiowymi sytuacjami. Kabareciarze zaprezentowali jak wygląda wieczór kawalerski w stylu wieczoru panieńskiego (nie mogło zabraknąć quizu na temat związku przyszłego pana młodego, wręczania drobnych prezentów, specjalnych drinków, czy zabawy z plasteliną), odwiedzili również biuro matrymonialne, w którym próbowano rozwiązać problemy wynikające ze związania się z egzotyczną Eskimoską, czy spotkali na ulicy starego znajomego, którego ni w ząb nie mogli sobie przypomnieć.

Fani sportu, szczególnie dresażu oraz boksu, również mogli znaleźć coś dla siebie. Pierwszą grupę mógł zadowolić Michał Wójcik, który jako mim rewelacyjnie wcielił się w postać tresowanego konia. Natomiast na ringu można było podziwiać walkę zawodników Množyč kontra Džielič, ale tylko do momentu usłyszenia gongu, kiedy to zgasły wszystkie światła i rozpoczęto transmisję pay-per-view...

Występ zakończył bis w postaci kącika poezji Marcina, który cytując kolegę po fachu, Artura Andrusa, stwierdził „że na niczym ludzie tak nie wychodzą, jak na poezji”. Kabareciarz miał jednak nie lada problem z rozpoczęciem recytacji swojego wiersza. Wszystko przez niezdyscyplinowaną widownię, która co chwilę wybuchała niepohamowanym śmiechem, wywoływanym przez niezwykle poważne podejście poety do deklamacji swojego dzieła, tło muzyczne przygotowane przez Michała oraz tło baletowe zaprezentowane przez Waldemara. Na zakończenie kabareciarze stwierdzili, iż szczawieńska publiczność była zdecydowanie lepsza od tej z Jeleniej Góry, która ich występ mogła zobaczyć dopiero w niedzielę.

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group