Niedziela, 6 grudnia
Imieniny: Mikołaja, Jaremy
Czytających: 3090
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jak osiągnąć dno i spełnić marzenia?

Wiadomości: Wałbrzych
Wtorek, 28 września 2010, 7:43
Aktualizacja: Środa, 29 września 2010, 12:31
Autor: Iwona Ziółkowska
Joanna Lara
Fot. Iwona Ziółkowska
Ludzie z pasją są dla nas inspiracją. Pokazują, iż można ze swego życia uczynić wspaniałą przygodę. Trzeba tylko celu i uporu w dążeniu do niego. Dzisiaj prezentujemy wywiad z Joanną Larą – divemasterką, która pracowała w Wałbrzyskim Centrum Nurkowym "Przestrzeń" i jest urodzoną wałbrzyszanką.

- Od jak dawna pani nurkuje?

Joanna Lara: Ciągle mieliśmy z tym problem, ile to lat. Dla nas to nie miało znaczenia. Chyba z czternaście lat.

- Jak wspomina pani swoje pierwsze nurkowania?

Joanna Lara: Jak rozpoczynałam nurkowanie to już istniały kamizelki ratunkowo - wypornościowe - jackety, tylko nie były dostępne dla wszystkich. Rzadko kluby posiadały takie kamizelki. W naszym klubie mieliśmy tylko jedną. Dla nas wszystkich nie starczała. Pierwszy raz spotkałam się z tą kamizelką na basenie. Nasz kolega nałożył na nas tę kamizelkę z butlą, dał nam swoją maskę, swoje płetwy i polecił spróbować zanurzyć się. Pamiętam jak z koleżanką Alą położyłyśmy się na dnie - po kolei oczywiście i oglądałyśmy... fugi w kafelkach w basenie. To dla nas była taka frajda, bo nie musiałyśmy wychodzić na zewnątrz dla zaczerpnięcia oddechu. Poczułyśmy się jak rybki. Wtedy już wiedziałyśmy, że będziemy nurkować. Początkowo rygorystyczny nabór nie zezwalał mi na nurkowanie ze względu na skrzywienie przegrody nosowej. Wówczas wszystko należało do wojska i szkolenie płetwonurków było przygotowaniem do zawodu. Marek Majdak prowadził nasz klub, który przynależał wtedy pod LOK (Liga Obrony Kraju). Szkolenie było bardzo ostre, ale nurkowanie tak nam się spodobało, że następny raz spotkałyśmy się już na kursie. Cały czas wszystko robiłyśmy we dwie. Najciekawszy był egzamin - schodziliśmy na 15 metrów. Byłam akurat ostatnia z siedmiu osób. Instruktor nie mógł wyrównać ciśnienia i pięć razy podchodził do zejścia. Tak się przestraszyłam, że powiedziałam, że ja już nurkować nie będę. Mam dość, zmarzłam, boję się, jak instruktor ma problemy, to co dopiero ja. Gdy już udało mu się wyrównać, to zeszliśmy na dół. Na dnie z radości tak skakałam, że wzniosły się tumany mułu i nic nie było widać. Dla mnie było to ogromne radosne przeżycie - czułam się związana z wodą.

- Jak wyglądało nurkowanie w czasach, kiedy jeszcze nie był dostępny taki sprzęt jak obecnie?

Joanna Lara: Zacznijmy od ubrania. Nie było neoprenu tylko pianki stomilowskie - bardzo sztywne. Nazywałyśmy to z moją koleżanką, że ubieramy się w opony. Był to gumowany materiał. Nigdy nie było dla nas rozmiaru, bo wtedy nie było zbyt dużo rozmiarów dla nurkujących, a na pewno nie było dla kobiet. Były spodnie, kurtka i kaptur. Woda przelewała się jak chciała - tak jakbyśmy nurkowali bez pianek. Niektórzy nurkowali tylko w dresach i to w naszym Zimniku. Aparaty oddechowe były bardziej prymitywne, a butle mocowane na szelkach.

- W jaki sposób pasja przerodziła się w zawód?

Joanna Lara: Dla mnie najważniejsze było, żeby nurkować i bardzo długo trzymałyśmy się z Alą naszego instruktora. Nie chciałyśmy z nikim nurkować oprócz siebie nawzajem i Marka. Przy tym uczestniczyłyśmy w jego zajęciach. Nadal szkolił i my byłyśmy przy każdym jego szkoleniu. I nawet nie wiadomo kiedy zaczęłyśmy pomagać Markowi i jego uczniom i powoli prowadzić zajęcia teoretyczne, aż wreszcie po wielu latach sfinalizowałyśmy to kursem - moja koleżanka instruktorskim, a ja tylko divemastera.

-Wiem, że prowadziła pani zajęcia dla nurków na basenie. W jaki sposób one wyglądały?

Joanna Lara: Rzeczywiście, trenowaliśmy bardzo pilnie. Przeważnie w każdą sobotę i niedzielę na Zagłębiu - od kiedy otwarli tam basen do jego zamknięcia. Większość ludzi, którzy przychodzili na kursy do Marka, byli przez niego zatrzymywani również po ukończeniu kursu. Zachęcał ich do dalszego treningu. Chodziło o to, aby pozbyć się strachu, ale nauczyć się respektu dla wody. Nie był to tylko trening, ale także złączenie się ludzi, integracja, bardzo miła atmosfera, wspólny posiłek po treningu.

- Czy są w środowisku nurkowym jakieś tradycje, które utrzymujecie?

Joanna Lara: Najważniejszą tradycją było, żeby każdy nowy przychodzący do nas człowiek czuł się jak w rodzinie. Najważniejszymi zasadami były: pierwsza - bezpieczeństwo, druga - bezpieczeństwo, trzecia - bezpieczeństwo. Tradycją było witanie i żegnanie się na misia. Była też tradycja, że uczeń, który otrzymywał patent, powinien przynieść sernik upieczony najlepiej przez samego siebie, albo przez rodzinę. Jeśli chodzi o same wręczanie patentów, trzeba złożyć przyrzeczenie, a potem jest oczywiście klepanie płetwą w tyłek przy aplauzie wszystkich zgromadzonych. Często się wrzucało patent do wody na basenie. Piliśmy naszą nurkową basenową herbatkę - z imbirem, cytryną i dużą ilością cukru. Miała nas rozgrzewać i krzepić. Okazało się, że herbatka stała się potem wyzwaniem dla innych, bo po jakimś czasie zaczęli przynosić herbatkę i była zabawa w zgadywanie, kto z czego ją zrobił . W tym tygodniu, w którym wypadał Mikołaj, najczęściej w trójkę przygotowywaliśmy niespodzianki na wodzie i pod wodą. Zawsze był Mikołaj pod wodą, sanki, czekoladki. Każdy rok przynosił coraz to nowe pomysły. W organizacji zaczęli uczestniczyć wszyscy. Zdarzały się jazdy na nartach, hulajnodze, był ponton, można było się wspinać po linie przymocowanej do wieży, z której się skakało. Organizowaliśmy też zabawy karnawałowe, były różne stroje, otwieranie szampana pod wodą, witanie nowego roku. Były też zabawy sprawnościowe oraz nauka jedzenia i picia pod wodą, nurkowanie w szpilkach.

- Czy uważa pani, że po otwarciu centrum Aqua-Zdrój będzie możliwy powrót do atmosfery tamtych dni?

Joanna Lara: Zawsze trzeba wierzyć, że jest to możliwe. Tam mieliśmy swoją godzinę. Basen był tylko dla nas, nikt nam nie ingerował w nasze zabawy. Znamy już doświadczenie z basenu w Świebodzicach - tam nie ma takiej swobody. Możemy zawrzeć jakieś umowy, propozycje - to jest do uzgodnienia, ale już nie wrócą pewne rzeczy, na pewno będą nowe. Czy taka atmosfera? Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.

- Czy obecnie odbywają się nadal treningi w ABC?

Joanna Lara: Tak, w każdą sobotę i niedzielę o godzinie 8.00 i 9.00 na basenie w Świebodzicach. Zapraszamy tam wszystkich, którzy chcieliby zacząć nurkować lub chociaż oswoić się z wodą.

- Dziękuję za rozmowę.

Czytaj również

Komentarze (7) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group