Środa, 28 października
Imieniny: Szymona, Tadeusza
Czytających: 2880
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Kim jesteśmy, kiedy nas nie ma?

Wiadomości: REGION, Jedlina-Zdrój
Piątek, 18 czerwca 2010, 14:00
Aktualizacja: 21:27
Autor: MS
Fot. Krzysztof Żarkowski
W małej sali na piętrze Domu Zdrojowego w Jedlinie–Zdrój zabrakło miejsc dla wciąż napływających widzów, a potem zabrakło donoszonych krzeseł, więc przedstawienie rozpoczęło się od przetransportowania sofy do środka, aby kolejne osoby mogły spocząć.

Następnie wbiegł młody człowiek, który przedstawił się jako służąca i zaczął odkurzać publiczność. Po tym zabiegu wkroczyli główni aktorzy przedstawienia „Łysa śpiewaczka – wariacja” według Eugene Ionesco, jednego z czołowych przedstawicieli teatru absurdu – młodzieżowy zespół Theatrum Mundi działający w Zamku Książ przy teatrze William Es, w składzie: Joanna Diaków, Monika Jankowska, Ada Wypych, Wojciech Damsz, Jakub Gawłowicz i Kasper Rosanowski.

Irracjonalne zestawy tekstów z podręczników do nauki języka obcego metodą Assimil, wyrażające czasem treści głęboko skryte w podświadomości, przeplatały się z wybuchami nieoczekiwanej wściekłości, emfatycznymi zachwytami i dialogami bez jakiejkolwiek funkcji komunikacyjnej. I ze specjalnością teatru absurdu – wielokrotnymi powtórzeniami tych samych treści i sytuacji.
- To nie byłem ja i wtedy tu nie było nikogo – oświadczył wchodzący Strażak.
Właśnie – kim jesteśmy, kiedy nas nie ma? I na tym zasadza się istota teatru absurdu: jest to dramat człowieka nie mogącego porozumieć się z drugim, człowieka niezrozumianego, samotnego, choć żyjącego w grupie, wyalienowanego.

A to w co się wierzy stanowi naszą rzeczywistość. Jak tego dowodzi dramatyczna historia małżeńskiego sporu o to, czy kiedy słychać dzwonek do drzwi, to znaczy, że ktoś za nimi jest, czy nie. Ionesco ofiarowuje nam portret typowych ludzkich zachowań, takich jak okazywanie zazdrości w karykaturalnie przerysowanej formie. I portret świata, w którym wszystko poraża dosłownością, w którym odrobina poezji zakłada mężczyznom krawaty na głowę, a odmiana czasownika przez osoby może mieć kontekst zdecydowanie erotyczny.

Młodzi aktorzy w sposób godny pochwały poradzili sobie z grą w bardzo ciasnej przestrzeni i nie pożarła ich trema, mimo kontaktu twarzą w twarz z widzami, choć pracę nad spektaklem rozpoczęli w styczniu, a w Jedlinie pokazali go dopiero po raz czwarty – po przeglądzie LAMPA w I LO, występie w IV LO i we Wrocławiu, gdzie zdobyli wyróżnienie. Zyskali aplauz publiczności, z którą potrafili nawiązać kontakt, mieli też dobry kontakt ze sobą nawzajem. Niedociągnięcia były minimalne.

Co kosztowało najwięcej wysiłku?
– Najtrudniej było, kiedy miałam powiedzieć bajkę – mówi Ada. – Miałam mało tekstu i musiałam nadrabiać gestem – dodaje Asia. – I waleniem gazetą – dodają koledzy, którzy musieli znieść dużo ciosów, wymierzanych nie tylko gazetą i torebką. – Raz na próbie wypadła mi gazeta i musiałam bić ręką – wspomina Ada. – A mnie kiedyś cała zawartość torebki poleciała w publiczność – mówi Asia. (To mogłoby się nawet spodobać panu Ionesco).

A z czym wiążą się najlepsze wspomnienia?
– Bardzo lubię wchodzić na stół – mówi Ada. – Czasem się boję, że spadnę, ale jest adrenalinka. – Plany na przyszłość? Obecnie są na etapie poszukiwania nowej sztuki, z którą w przyszłym roku chcieliby jeździć na wszystkie przeglądy. – W wakacje pomyślimy – zapowiadają. – Może wystawimy musical? – Wydaje się, że stoją u początków ciekawej historii.

A co z łysą śpiewaczką? Ciągle tak samo się czesze.

Czytaj również

Komentarze (2) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group