Piątek, 1 marca
Imieniny: Antoniego, Dawida, Radosława
Czytających: 4657
Zalogowanych: 3
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

REGION, Głuszyca: Pińata w Głuszycy

Wtorek, 28 listopada 2023, 7:35
Aktualizacja: 8:38
Autor: Jerzy Jacek Pilchowski
REGION, Głuszyca: Pińata w Głuszycy
Fot. red
Publikujemy tekst autorstwa Jerzego Jacka Pilchowskiego o ekologicznej "awanturze" w Głuszycy.

Dawno temu, tu gdzie mieszkamy była puszcza.   
I komu to przeszkadzało?
Odpowiedź na to skomplikowane pytanie jest prosta. Nam czyli ludziom.  Aby żyć musimy uprawiać i urbanizować coraz większy obszar.

Łamanie równowagi biologicznej na naszą korzyść zaczęło się w wieku XIX. Wiek XX, szczególnie pierwsza i druga wojna światowa, to okres w którym zapotrzebowanie na drewno rosło w postępie geometrycznym. Wycinano ogromne obszary naturalnych lasów, sadząc na ich miejscu plantacje sosen i świerków.

Do naszego słownictwa wprowadziło to słowo wiatrołom. Silne wiatry potrafią bowiem „kosić” olbrzymie połacie takich plantacji. Nie wszyscy, szczególnie pokolenie Grety Thumberg, chcą o tym pamiętać.

Przypomnę im więc, że w XXI wieku, najbardziej spektakularnym przykładem tego rodzaju katastrof była wichura w roku 2002. Zniszczyła przeszło 45 TYSIĘCY hektarów lasu w Puszczy Piskiej. A o mniejsze, ale również DUŻE, wiatrołomy może zapytać googla. Niestety, niewielu ludzi tak zrobi. Zamiast tego panuje w Internecie moda na publikowanie zdjęć ściętych drzew. Towarzyszą temu słowa; Skandal! lub Tragedia! Nawet w małej Głuszycy (Dolny Śląsk) mamy teraz z taką „tragedią” do czynienia. Lasy Państwowe wycięły tam około 30 hektarów plantacji świerków. Posadzono je około 60 lat temu, na terenach porolnych.

Przy tej okazji, z inicjatywy burmistrza Głuszycy Roman Głoda, rada miasta uchwaliła płomienną  rezolucję. W odpowiedzi, nadleśnictwo opublikowało wyjaśnienie, w którym czytamy, że zgodnie z aktualnie obowiązującym dla tego obszaru Planem Urządzania Lasu (na lata 2019-2028) sadzone są na tym terenie buki, jawory, dęby i jodły. Oznacza to, że już za 60 lat będzie tam zbliżony do naturalnego las. Dla ludzi młodych, perspektywa czekania przez 60 lat jest oczywiście abstrakcją. Trudno ich za to krytykować, wszyscy byliśmy młodzi i myśleliśmy, że; „Ludzie nie żyją tak długo.”.

Może można poprosić ich aby przeczytali PUL. Może można ale na pozytywny skutek liczyć nie można. Czasy są teraz takie, że namawianie młodych do czytania długich i skomplikowanych tekstów uważane jest za mowę nienawiści. Jedyną szansą jest chyba napisanie czegoś o pięknej i skąpanej w słońcu Kalifornii. Tego młodzi ignorować nie powinni. Żyją tam przecież ich autorytety czyli celebrytki z nogami do samej ziemi i opaleni na brąz surferzy. Kalifornia jest ciepła i sucha. Zaczyna się nad Pacyfikiem i kończy w wysokich górach. Roślinność jest tam w większości łatwopalna. Dobrym tego    przykładem są drzewa Panderosa (rodzaj sosny) które zawierają dużo olejków eterycznych i palą się jak zapałki. Charakterystyczne dla Kalifornii są silne wiatry. Szczególnie latem gdy rozgrzane powietrze ucieka do góry i na jego miejsce napływa chłodniejsze powietrze znad Pacyfiku. Od tysięcy lat, każdego lata lasy w górach podpalane są przez pioruny. Pożary te są tam naturalnym „Planem Urządzania Lasu”. Tworzyło to szachownicę (stary las, młodniak, pogorzelisko) która ograniczała zasięg pożarów. Umożliwiało    to zwierzętom przetrwanie. gdyż miały gdzie się schronić. Wraz z białymi osadnikami dotarł do Kalifornii europejski zwyczaj gaszenia pożarów lasów w zarodku. W efekcie, w kalifornijskich lasach nagromadzona jest teraz duża ilość łatwopalnego materiału. Co kilkanaście lat (tyle trwa tam okres dorastania lasu do tego aby płonął) wybuchają więc w Kalifornii katastrofalnie wielkie pożary i w płomieniach giną miliony zwierząt. Zaczęło się to już w XIX wieku ale nikt nie zwracał wtedy na to uwagi. W połowie XX wieku, ludzie zaczęli jednak budować domy na stokach gór i rozpoczęła się walka o to aby domy te przed pożarami zabezpieczać ale czym wyżej przesuwał się „teren zabudowany” tym stawało się to trudniejsze. Obecnie jest tak, że jeżeli pożar wymknie się spod kontroli to zagrożone są tysiące domów. Nie przeszkadza to bogatym „białasom”. Można bowiem uciec w góry przed wysokimi (miejskimi) podatkami. Oczywiście wszyscy już od dawna wiedzą co mówią Indianie i dziadersi z profesorskimi tytułami Właściciele tych    domów mają to w głębokim poważaniu. Gdy spłonie im dom to wylewają krokodyle łzy ale ich straty nie są duże. To co jest drogie i ważne trzymają bowiem w bankowych sejfach. Stać ich też na dobre ubezpieczenie i nawet jeżeli będą musieli do odbudowania domu trochę dopłacić to są to w stanie przełknąć. Powstała więc sieć instytucji które na tych pożarach dobrze zarabiają.
Są to strażacy, włączając w to właścicieli samolotów gaśniczych, oraz budowlańcy. Do tego doszły ekologiczne fundacje. Ich założycielami byli najczęściej początkujący dziennikarze, politycy i naukowcy czyli ludzie którzy szukali sposobu na to aby lansować swoje nazwiska i dobrze zarabiać gdyż budżety takich fundacji składają się głównie z dotacji instytucji które na gaszeniu pożarów zarabiają. Płacą one bowiem chętnie za osłonę medialną i polityczną.

Wróćmy do o tytułu. Częścią amerykańskiego multikulti jest słowo pińiata. Jest to nazwa meksykańskiej zabawy dla dzieci. Polega ona na tym, że wiesza się wysoko udekorowane kolorowymi papierkami pudełko. Następnie daje się dzieciom kije którymi mogą w to pudełko uderzać. Dobrze się przy tym bawią gdyż wiedzą, że jak to pudełko rozwalą to wysypią się z niego cukierki.

Wróćmy teraz do pana burmistrza Głoda i naszych dziecinnych ekologów. Oni chyba znają tą zabawę i postanowili urządzić w Głuszycy ekologiczną pińatę. Walą kijami w Lasy Państwowe i liczą na to, że posypią się na nich polityczne i finansowe cukierki.       

Jerzy Jacek Pilchowski

Twoja reakcja na artykuł?

47
58%
Cieszy
5
6%
Hahaha
4
5%
Nudzi
1
1%
Smuci
14
17%
Złości
10
12%
Przeraża

Czytaj również

Komentarze (85)

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2024 Highlander's Group