• Wtorek, 20 sierpnia 2019
  • Godz. 7:22
  • Imieniny: Bernarda, Samuela, Sobiesława
  • Czytających: 2224
  • Zalogowanych: 0
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Sztosik 2

Wiadomości: Kraj
Piątek, 17 lutego 2012, 15:31
Aktualizacja: 15:32
Autor: Piotr Bogdański
Fot. webfilm.pl
Zazwyczaj odgrzewany kotlet nie jest najsmaczniejszy. Ta kuchenna mądrość sprawdziła się w przypadku drugiej części „Sztosu”.

Przyznam jednak, że studiując listę twórców „Sztosu 2” sądziłem, że będzie znacznie gorzej. Tymczasem film właściwie da się oglądać. Gorzej, gdy skupimy się na szczegółach – wyświechtanych żartach, przewidywalnych gagach, sztampowej obsadzie, rozczarowującym finałowym przekręcie i banalnej ostatniej scenie. Zanim jednak o tym, to poświęćmy kilka wersów na fabułę.

Mały (Cezary Pazura) - bohater znany z pierwszego „Sztosu”, tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, wciąż gra na pieniądze w pokera i handluje walutą. Wiedzie mu się całkiem dobrze. Jeździ mercedesem i potrafi w jednym rozdaniu wygrać równowartość dwóch dużych fiatów. Towarzyszy mu młody adept łatwego i szybkiego zarobku Janek (Borys Szyc). Czasy nie są jednak najlepsze dla cwaniaków. Na ulicach czołgi, w sklepach pustki, a na stacjach brak benzyny. Nie trzeba było długo czekać, aby Służba Bezpieczeństwa położyła łapę na ich procederze. Mimo że pomysł na historię był dość kontrowersyjny, to miał szansę powodzenia.

Panowie artyści musieliby jednak włożyć w swoje dzieło coś więcej niż posklejać sceny z mocno wyeksploatowanego gatunku komedii gangsterskiej. Co rusz przewijające się twarze (Janusz Józefowicz, Michał Milowicz, Mirosław Zbrojewicz, Krzysztof Kiersznowski) przypominają serie produkcji typu: „Chłopaki nie płaczą” czy „Poranek kojota”. Nieustannie obnażają się słabości scenariusza. Chociażby wątek przebranego mężczyzny za prostytutkę był pozbawiony subtelności i zaskoczenia. Niesmak może budzić również opisywanie dramatycznej sytuacji Polaków sprzed trzydziestu lat wyłącznie dowcipem i humorem. Wyczekiwany największy sztos w „Sztosie 2” jeszcze bardziej pogrążą film Olafa Lubaszenki. Dość prymitywny w swoim pomyśle, za długi, a przede wszystkim, pozbawiony karcianej maestrii.

W filmie nie brakuje lepszych i gorszych nawiązań do współczesności. To do Małysza, to do słów Kaczyńskiego. Szkoda, że panowie nie zaufali polskiemu widzowi i niezachwianie tkwią w przekonaniu, że najlepszy przepis na sukces to sprawdzone patenty z lat dziewięćdziesiątych, zapoczątkowane przez Pasikowskiego. Na szczęście aktorzy nie szarżują, w ten sposób trochę ratując obraz. A najlepsze sceny to partyjka pokera i przewalanie słabszych cinkciarzy, milicjantów i kelnera. Jest jeszcze Jan Nowicki jako profesor karcianej profesji.

A’propos Nowickiego. W „Sztosie” ważną sprawą były zasady i męska prawdziwa przyjaźń. W najnowszej produkcji tego już nie uświadczymy.

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group