Sobota, 24 października
Imieniny: Marcina, Rafała, Antoniego
Czytających: 2454
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Umowna cena ludzkiego życia

Wiadomości: Wałbrzych
Czwartek, 14 stycznia 2010, 13:12
Aktualizacja: 13:14
Autor: Sławomir Pawlik
Fot. Krzysztof Żarkowski
W dawnych czasach średniowiecza, gdy podstawą funkcjonowania wszelkich społeczności było prawo zwyczajowe, istniała możliwość pomszczenia zabitego członka rodziny. Zdarzało się jednak, że odwet nakręcał spiralę nienawiści, która przechodziła z pokolenia na pokolenie.

Zapewne pod koniec XIII wieku, na terenie Rzeszy Niemieckiej, zaczął się wykluwać nowy sposób rozstrzygania tego rodzaju konfliktów. Tym rozwiązaniem była umowa pokutna, nazywana przez niektórych kompensacyjną. Wraz z upowszechnianiem się tego zwyczaju zaczęły się pojawiać kamienne krzyże pokutne. Można je spotkać w całej Europie, szczególnie w jej środkowej części. Do dzisiaj zachowało się ich kilka tysięcy, z czego kilkaset na ziemiach polskich. Spotkać je można na Górnym Śląsku, na Ziemi Lubuskiej, w Wielkopolsce, kilka na Pomorzu Zachodnim. Ale najwięcej, tych kamiennych dowodów ludzkich tragedii sprzed wieków, jest na Dolnym Śląsku.

W zasadzie nie wiadomo dlaczego akurat w tym regionie zwyczaj zakorzenił się najsilniej. A może po prostu tutaj najwięcej krzyży przetrwało? Niewiele jest źródeł pisanych, niewielu badaczy zgłębia ten problem i niewiele jest ostatecznych i bezspornych ustaleń. Nawet liczba krzyży jest płynna… Tak więc młodzi historycy i etnografowie, do dzieła! Ale póki co, cofnijmy się na chwilę o dobre siedemset lat na dwór księcia Bolka I Surowego i księżnej Beatrycze.

"My, Beatrycze, księżna Śląska i władczyni Książa, chcemy, aby wszystkim wyznawcom Chrystusa, do których dotrze ten dokument jako dowód, było wiadome, że Konrad von Langinberc, były stanowicki młynarz (molendinarius) pozbawiony został życia przez Konrada, byłego zarządcę majątku (rector curiae) w Pasiecznej. Za zamordowanie tego człowieka, brat Ginther, obecny administrator klasztoru zaproponował żonie, dzieciom i pozostałym krewnym zabitego stosowną i przyzwoitą kwotę pokutną, którą zatwierdziła Rada Zaufanych Mężów. Żona, dzieci i bliżsi krewni, którzy obecni byli przy ugodzie i przyjęli kwotę pokutną ustaloną na 12 marek, złożyli swoje podpisy. Sumę półtorej marki otrzymał ponadto sługa zabitego za odniesione obrażenia, a chirurg, który udzielił mu pomocy 1 markę. Na znak ugody wzniesiony został na miejscu zbrodni krzyż. Wszyscy wymienieni, po zatwierdzeniu ugody, zrezygnowali w sądzie, w obecności wójta i ławników, z wszelkich działań, mogących mieć charakter zemsty, dziękując za korzystne warunki ugody. Ażeby żadna z wyżej wymienionych osób nie dopuściła się pogwałcenia ugody, postanowiliśmy opatrzyć dokument naszą pieczęcią i pieczęciami brata Ginthera, administratora klasztornego i obywatela Strzegomia, nadając mu moc prawną. Jako świadków ugody pokutnej wymienia się (...) oraz wielu innych godnych zaufania ludzi. Sporządzono ręką Konrada, rektora szkół strzegomskich, w dniu 4 grudnia Roku Pańskiego 1305".

Jest to najstarszy w Polsce dokument zawierający ugodę pokutną. W tym przypadku, poza bardzo wysoką główszczyzną (odszkodowaniem), pozostałe warunki nie były aż tak uciążliwe. Z czasem repertuar kar rozrósł się do rozmiarów pokaźnego katalogu, hamowanego chyba tylko granicami wyobraźni. Umowa była formułowana w taki sposób, by zadowolić rodzinę ofiary, miejscową parafię, sąd i lokalną społeczność. Bezsporną korzyść odnosił także zabójca. Nie zamykano go w lochu i nie torturowano, by na koniec, ku uciesze gawiedzi, publicznie zgładzić. Po wypełnieniu umowy był wolny.

Do najczęściej spotykanych postanowień należało własnoręczne wykucie przez mordercę kamiennego krzyża lub nawet kapliczki, pielgrzymka do miejsca świętego, pokrycie kosztów postępowania ugodowego (w tym posiłków i piwa dla sędziów), zakup wosku na świece i wody święconej dla kościoła, zamówienie określonej liczby mszy za duszę zabitego, utrzymywanie ewentualnej wdowy (czasem nawet małżeństwo) i osieroconych dzieci, ufundowanie kąpieli i posiłku dla miejscowej biedoty. Zdarzały się też zapisy, których celem było już tylko poniżenie przestępcy: przejście nago przez wieś, kilkukrotne okrążenie na kolanach cmentarza czy stanie w czasie mszy we włosienicy i z mieczem zawieszonym na szyi (dotyczyło rycerzy).
Z racji tego, że nie były wykuwane przez zawodowców, krzyże miały różne wymiary, proporcje, często bardzo toporny wygląd. Z czasem pojawiło się jeszcze jedno utrudnienie. Należało bowiem wyryć datę, imię i nazwisko ofiary albo wizerunek narzędzia zbrodni. Pojawiają się więc wyryte: widły, noże, topory, miecze.

W 1532 roku cesarz Karol V ustanowił swym podpisem kodeks karny, który w nowy sposób regulował wiele problemów natury prawnej, między innymi znosił compositio. Od tego czasu zwyczaj zawierania ugody pokutnej zaczął powoli zanikać. Był to jednak proces długotrwały, krzyże pokutne, rzadziej bo rzadziej, pojawiały się jeszcze w XVII wieku, a sporadycznie nawet w XIX. Wraz z ugruntowaniem się nowego prawa zwyczaj stawiania krzyży zmienił swój charakter. Rodziny zabitych wystawiały je w publicznych miejscach niejako na pamiątkę. Współcześnie podobną rolę pełnią krzyże stawiane w miejscach tragicznych wypadków drogowych.

Na Dolnym Śląsku znajduje się większość krzyży pokutnych odnalezionych w Polsce. Również w Wałbrzychu było ich co najmniej kilka. Do dzisiaj ostały się na pewno trzy. Dwa w Lubiechowie i jeden na Poniatowie. Ich wiek jest trudny do ustalenia, nie ma na nich żadnych rytów, nie zachowały się dokumenty, które można do nich dopasować. Ze względu na aureolę należy uznać krzyż z ulicy Wilczej w Lubiechowie za najmłodszy, prawdopodobnie z XVI wieku. Kilka lat temu był jeszcze krzyż niedaleko dawnego szpitala dziecięcego na Gaju.

Przedwojenne wałbrzyskie kroniki wspominają o jeszcze dwóch krzyżach. Jeden został wydobyty ze stawu na Starym Zdroju i postawiony przy dzisiejszej ulicy Kunickiego. Ulica nazwana została Kreuzstrase zaś miłośnicy piwa i innych rozrywek mogli spędzać czas w stojącej tu karczmie „Pod kamiennym krzyżem” (Zum Steinernen Kreuz). Krzyż zaginął pod koniec XIX wieku.

Również Biały Kamień miał swój krzyż. Początkowo stał na łące, ale wraz z rozbudową miejscowości i ten krzyż znalazł się pod knajpą. O wyszukanej nazwie „Zum Steinernen Kreuz”. Jednak w przeciwieństwie do innych wałbrzyskich krzyży pokutnych, ten ma swoją legendę. Jak to często bywa, dawno czy dzisiaj, przyczyną tragedii była piękna, ale zła kobieta. W dodatku z wyraźnym problemem decyzyjnym. Mianowicie owa panna rozkochała w sobie dwóch młodzieńców, którzy w nadziei na jej względy adorowali ją i obsypywali prezentami. Ona jednak nie wiedziała, którego woli. Postanowili problem rozstrzygnąć między sobą za sprawą pojedynku. Jeden zginął, drugi postawił krzyż, a dziewczyna, mówiąc, że przecież nie może wyjść za mordercę, odeszła zabierając ślady.
Wędrując po naszej pięknej krainie zapewne nie raz natkniemy się na kamienne krzyże, często porosłe mchem, pochylone, obtłuczone. I niech tak zostanie.

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group