Sobota, 28 listopada
Imieniny: Grzegorza, Zdzisława, Stefana
Czytających: 1487
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Mnie się tu zwyczajnie podoba – wywiad z Joanną Bator

Wiadomości: Wałbrzych
Środa, 14 listopada 2012, 6:16
Aktualizacja: Czwartek, 15 listopada 2012, 9:51
Autor: Michalina
Fot. Michalina
12 listopada, w Bibliotece pod Atlantami zagościła znana polska pisarka pochodząca z Wałbrzycha– Joanna Bator. Spotkała się ona z czytelnikami i promowała swoją najnowszą powieść „Ciemno, prawie noc”. Zgodziła się także opowiedzieć czytelnikom Wałbrzyszka o swojej słabości do tego miasta i wyjątkowości wspomnień.

- Teraz na stałe mieszka pani w Warszawie. Jakie odczucia budzą w pani takie powroty, jak ten dzisiaj? Co czuje pani wracając do Wałbrzycha, miejsca młodości, a jednocześnie tak ważnego miasta dla pani literackiej kariery? Czy jest to powrót, jak każdy inny? Do rodziny? Czy trochę podróż sentymentalna?

Jest to podróż sentymentalna, bo ja to miasto bardzo mocno pamiętam. Dokładnie nie wiedziałam, co robię, kiedy swoją pierwszą powieść zakotwiczyłam w Wałbrzychu, a być może w ogóle nie przeczuwałam, że ta książka będzie miała tak duży odbiór. I przy drugiej książce już się zastanawiałam, czy jestem na to gotowa, na taki rodzaj bardzo emocjonalnego powrotu, ale po prostu nie dało się gdzie indziej tej powieści zaczepić. Mój stosunek do Wałbrzycha bardzo się zmienił przez te lata, od kiedy wyjechałam, jako osiemnastoletnia dziewczyna. Gdy zaczęłam tutaj wracać po „Piaskowej Górze”, zaczęłam też zauważać coraz więcej piękna. Ostatnio nawet zauważyłam u siebie pewną niepokojącą rzecz- patrzę na domy, jako potencjalne miejsca do zamieszkania. Mnie się tutaj w jakimś najprostszym sensie podoba, poza tym, że jest to mój pierwszy dom, do którego wracam w opowieściach.

-A czy są tutaj konkretne miejsca, które uważa pani za wyjątkowe? Takie, przywołujące wspomnienia, których Warszawa, czy inne miasto nigdy pani nie dało?

Ten dach mrówkowca przy ulicy Broniewskiego. Nie można takich miejsc znaleźć też w tym sensie, że jako dorosła kobieta już nie chodziłam po dachach, nie opalałam się. Więc jest to ciągle takie miejsce, do którego wracam w wyobraźni. Również taras, który łączył w tym mrówkowcu wszystkie bramy. Spotykałam się na tym tarasie z koleżanką, zanim poszłyśmy do szkoły, żeby wypalić pierwszego papierosa.

-Zdaje sobie pani sprawę, że wałbrzyszanie czytają pani książki, mam na myśli głównie „Piaskową Górę” pod trochę innym kątem niż pozostali czytelnicy? To jest nie tylko powieść o realiach PRL-u, ale swoista mapa, przewodnik, oni szukają tam miejsc, które znają z własnej młodości. Czy taki był też cel?

Dla mnie te różnice w odbiorze polegają na tym, że w innych miastach Polski ludzie szukają podobieństw ze swoimi blokowiskami, a w Wałbrzychu ludzie szukają relacji między tekstem a rzeczywistością, to znaczy szukają miejsc z tekstu w twardej rzeczywistości, a ich tam po prostu czasem nie ma. Pisząc pierwszą książkę w ogóle nie myślałam, jak wałbrzyszanie będą ją odbierać, bo inaczej nie byłabym w stanie jej napisać, a ona nie mogła się dziać nigdzie indziej, tylko w Wałbrzychu.

-Ostatnio trafiłam na portalu onet na artykuł zaczynający się słowami: „Joanna Bator- nazwisko, które trzeba znać.” Było tam dużo o pani karierze, także tej naukowej, o stypendiach, podróżach i tak dalej. I widząc coś takiego, myślimy sobie: O, to ta z Wałbrzycha. Czy odnosząc sukcesy pamięta pani, czuje gdzieś głęboko, że jest pani wałbrzyszanką, że to Wałbrzych panią jakoś ukształtował?

Pewnie, że tak. Ten okres liceum, to jeden z najważniejszych i takich tożsamościotwórczych okresów w życiu- najważniejsze przyjaźnie, pierwsze głębokie związki międzyludzkie. I jakaś część mnie i moich bohaterek jest tam.

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group