W Strudze, niewielkiej wsi niedaleko Wałbrzycha, przyszłość odmierza się w hektarach paneli fotowoltaicznych. Trzy planowane farmy mają zajmować około 240 hektarów — ponad jedną piątą powierzchni wsi. Będą stały tuż przy domach, zabytkowym pałacu i szlakach turystycznych, tworząc „morze paneli", które dla mieszkańców oznacza trwałą zmianę krajobrazu i codziennego życia. Oficjalnie projekt nosi nazwę „zielona transformacja", ale dla lokalnej społeczności to ingerencja w przestrzeń, którą postrzegają jako kolonizację.
To, co w Warszawie i Brukseli uznaje się za strategiczny cel polityki klimatycznej, w Strudze grozi zmianą codziennej rzeczywistości: dźwięk ciężkiego sprzętu, lśniące panele w miejscu pól i lasów, poczucie, że decyzje zapadają ponad głowami mieszkańców. Dla wielu rodzin oznacza to utratę znajomego krajobrazu, poczucia bezpieczeństwa i przynależności do wspólnoty, w której żyli przez pokolenia.
Mieszkańcy Strugi nie sprzeciwiają się energii słonecznej jako takiej. Rozumieją globalny kontekst zmian klimatycznych i potrzebę inwestycji w OZE. Problem pojawia się, gdy decyzje o ich życiu i krajobrazie zapadają bez ich udziału. Petycje, zbiórki podpisów i lokalne inicjatywy, takie jak „Struga mówi NIE!", pokazują jednoznacznie, że mieszkańcy chcą decydować o swojej przestrzeni, a nie być biernymi obserwatorami decyzji, które zmieniają ich życie.
Demokracja nie kończy się na urnach wyborczych. Zaczyna się tam, gdzie ludzie mają realny wpływ na przestrzeń, w której żyją. W Strudze decyzje administracyjne — od zgód na zabudowę po pozwolenia środowiskowe — pokazują, że partycypacja obywatelska wciąż jest tylko pustym hasłem. Tutaj decyzje zapadają bez mieszkańców — jakby ich głos w ogóle się nie liczył.
Konflikt w Strudze ujawnia problem fundamentalny dla Polski: transformacja energetyczna jest realizowana głównie na poziomie makro — przez wyznaczanie celów klimatycznych, megawatów i dostosowywanie krajowych regulacji do wymogów europejskich — podczas gdy jej realne konsekwencje odczuwa lokalna społeczność. To w krajobrazie, który mieszkańcy znają od pokoleń, w tradycjach i tożsamości miejsca, ujawnia się deficyt partycypacji i dyskusji. Decyzje, które wkrótce mogą zastąpić pola i lasy lśniącymi panelami, pokazują, że procesy decyzyjne często są oderwane od lokalnej wrażliwości, zagrażając stabilności społecznej i kulturowej fundamentów życia wsi.
Podobne napięcia można zaobserwować w innych częściach Polski — od gminy Czerwonak w Wielkopolsce po wieś Czarnolas w Opolskiem. Mieszkańcy nie sprzeciwiają się energii słonecznej jako takiej. Sprzeciw budzi sposób realizacji inwestycji: decyzje zapadają ponad ich głowami, bez konsultacji ani prawdziwego dialogu, pozostawiając poczucie wykluczenia i utraty kontroli nad własną przestrzenią.
Struga staje się symbolem pytania o sprawiedliwość transformacji energetycznej: czy globalne cele mogą usprawiedliwiać zmiany w krajobrazie, które dla mieszkańców oznaczają utratę tożsamości i kontroli nad własnym otoczeniem? Panele fotowoltaiczne w Strudze to więcej niż technologia — to test demokracji lokalnej: na ile mieszkańcy mogą decydować o swoim świecie, gdy globalne cele ustalają jego kształt? Ekonomia i klimat mają swoje racje, ale dla społeczności cień inwestycji jest już obecny — niemal namacalny i trudny do zignorowania.
To nie jest spór o energię ani nowoczesne technologie. To konflikt o władzę nad przestrzenią i prawo obywateli do współdecydowania o miejscu, w którym żyją. W Strudze decyzje zapadają bez udziału mieszkańców, a krajobraz, przestrzeń wokół domów i codzienność traktowane są jak zasób do zagospodarowania w imię odgórnie ustalonych celów. Transformacja, która ignoruje lokalny głos, przestaje być modernizacją — staje się narzędziem dominacji.
Autor: dr Tomasz Niemas












